Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Śniegowo malinowo

 Kevin: Wiiitajcie! Nie wiem, czy po samym moim imieniu, już wiecie jak wyglądam, ALE ALE! Jeśli nie wiecie, nie macie problemu bo zaraz się tego dowiecie. Dziś jestem tu ja, Pudi i Pik-Pok. I będziemy pisać do was. 
Pudi: Tak będzie.
Kevin: Właśnie wróciliśmy ze spaceru, bo Margha pozwoliła nam zrobić wypad do ogrodu. W sumie nie wiem zbyt od czego zacząć, więc może zacznę od początku. 
Pik Pok: Pik pok.
Kevin: Może być mi pomógł, a nie pikał i pokał tylko???
Od lewej: Pik-Pok, Kevin i Pudi.


Kevin: Szóstego grudnia, czyli idealnie w Mikołajki spadł w naszym mieście śnieg i utrzymał się aż do dzisiaj, chociaż na zdjęciach widać raczej marne jego resztki. Gdybyście widzieli ile go było!
Pudi: Tak, tylko, że Margharicie nie chciało się wcześniej nic sfotografować, więc jesteście skazani tylko na taki syf.
Kevin: Oj, Pudisiu już nie przesadzaj nie jest najgorzej. Tak, czy siak zaczął się adwent i...
Pudi: PO CO IM MÓWISZ ŻE ZACZĄŁ SIĘ ADWENT?!!! PO ZA TYM DO DIABEŁKA ADWENT SIĘ NIE ZACZĄŁ BO JEST 13 GRUDNIA, CO OFICJALNIE OZNACZA IŻ MINĘŁA JUŻ PIĘKNA POŁOWA ADWENTU!!!
Kevin: Mhm, no tak, w prawdzie Wigilia już 24. Kurcze, jacy my zacofani.
Pudi: Mów o sobie może. No ale ok, jest zima a u nas zagościł śnieg co było miłą niespodzianką. 


Pudi: Zrobiliśmy parę zdjęć. Nie jest to jeszcze zimowa sesja ale myślę, że ona też się wkrótce pojawi. Margha powiedziała, że będzie nad nią pracować. 
Pik Pok: Pik-Pok. 
Kevin: Śnieg był dzisiaj okropnie zmrożony, więc trudno było z niego cosik uformować więc bałwana nie ulepiliśmy :(
Pudi: Nie spojleruj!
Kevin: Ale że co?
Pudi: Margha planowała ulepić bałwanki ze śniegu w tej głównej sesji! 
Kevin: No i?
Pudi: To miała być niespodzianka.
Kevin: Sam o tym wspomniałeś!
Pudi: Ty pierwszy!!!


Pudi: Patrzcie. Na tym oto zdjęciu udało nam się uchwycić ciekawe działanie światła słonecznego. Gdybyśmy mieli więcej czasu na pewno byśmy to jakoś wykorzystali.
Kevin: A w ogóle to pomagaliśmy też Brownie i Jugheadowi w nagraniu klipu do serialu. Musieli wyjść na zewnątrz aby to zrobić. Takie z nich gołąbeczki!
Pudi: Kevin!
Kevin: Co znowu?
Pudi: Cały czas coś zdradzasz. EEHHH...
Pik-Pok: Pik Pok.
Pudi: No ale dobra... drugi odcinek serialu ma wyjść gdzieś w tym tygodniu. Jeśli jeszcze nie obejrzeliście pierwszego to zajrzyjcie do poprzedniego posta. Tam jest podany linkacz.


Kevin: A tu my w karmniku!
Pudi: Pfff... jak to brzmi.
Kevin: Wspaniale, a jak?


Kevin: O, a tu bardzo artystyczne zdjęcie Puddiego. Teraz wszystkie laski na niego polecą.
Pudi: Chyba cię pogrzało, Kevin. To miała być moja profka na Petssengera. Jak możesz! Po za tym jak Penny to zobaczy to cię zje.


Kevin: A oto i kolejne artystyczne zdjęcie Pudiego i...
Pudi: I TWOJE!
Kevin: Ja tam się cieszę z tego powodu.

Pudi: A to dokumentacja naszych śniegowych śladów. Nie mam zielonego, które są czyje. 


Kevin: Tu se strzelaliśmy focie z psem. Może dacie radę ją zauważyć za tymi krzaczorami.



Kevin: Ludzie i Petshopy często robią zdjęcia LPS na kwiatkach, obok kwiatków, z kwiatkami itp. Tak więc, my postanowiliśmy zrobić to samo... Tylko z ususzonymi kwiatkami.
Pudi: Tak, tylko one chyba są zgniłe a nie...
Kevin: Być może. Tak czy siak. Czy nie wzbudzają one iście innych odczuć niż te żywe? Może niepokój, może odczucie nieestetyki czy coś. 
Pudi: Keviś, jaki poeta.
Pik Pok: Pik, Pok. 
Kevin: Napiszcie co o tym wszystkim myślicie. Co dostaliście na Mikołajki, czy u was śnieg i w ogóle. I wpadnijcie na nasz kochany kanalik.
Pudi: Dokładnie to zróbcie.
Pik Pok: Pik, Pok!!!

Margha: Ooo jak miło widzę że wreszcie ktoś się blogiem zainteresował moje kochane Kevinki, Pudisie i Pik-Poczki. 

No, mam nadzieję iż nie napisali tu nic głupiego a, że w mej szkole zaczęły się zdalne lekcje dla klas 7 i 8 to może wpisy będą częściej bo więcej siedzę na kompie. Jak wam w ogóle mija adwent? 

Trzymajcie się,
nie wiem czego w sumie, możecie się trzymać mojego bloga wspaniałego.

Margharita
Kevin, Pudi i Pik Pok.


Pik Pok: Ej jak coś to ja tylko udaję, że nie umiem mówić, po prostu nie mam psychy gadać z tymi NUBAMI.

niedziela, 10 października 2021

Wyroby własne 1 - wygrzebałam moje pierwsze mebelki.


HEJEJEJEJ!

Stęskniłam się za wami i za pisaniem, powiem szczerze <33333 No i mam nadzieję że wy za czytaniem, bo dziś (uwaga, uwaga... trzymanie w sztucznym napięciu jest ekstra bahahah) premiera nowej serii pt. WYROBY WŁASNE!!! Oł jea, wiedziałam że się ucieszycie. 

Dobra, dobra Margharito. Ale co właściwie w tej serii będzie? Otóż, DZISIAJ, mam zamiar przedstawić wam moje PIERWSZE W ŻYCIU samodzielnie wykonane mebelki dla lps, sprzed ok. dwóch lat. Tak! Mam je. Z tego co wiem, na moim kanale żadko były one używane, więc może was zaskoczą (ta, z pewnością zaskoczą was swym blaskiem).

UWAGA :
Otóż, nie są to najpiękniejsze mebelki dla Petków, jakie widział świat, więc nie bądźcie zniesmaczeni. Pozwolę sobie zauważyć, że nie są one pierwszej młodości. (Hej, dwa lata to jednak coś)
UWAGA 2: 
Zostały one wykonane przez współpracę z firmą Sama. Pomagali mi Lola - młoda architekta wnętrz, - Penny - pracuje tam razem ze swoim chłopakiem, Budyniem. Dla nieznajomych niezbyt uprzejma (dla Loli na początku również) więc postrzegana źle. Tak naprawdę jest ciepła i kochana. - Budyń - Złota rączka: monter, stolarz i takie tam. Najlepszy przyjaciel i chłopak Penny.
Od lewej: Penny, Budyń, Sam, na oparciu kanapy Lola.

Oki doki dwa cyklopki. Let's start.

Na pierwszy rzut leci sofa. Moja pierwsza sofa. Pamiętam, że zainspirowana mebelkami w serialach ThePuddingLPS, korzystając z jej poradnika, stworzyłam właśnie tę oto LEJDI. Byłam z niej niezwykle zadowolona. Gdy teraz na nią patrzę, widzę wszędzie strzępiący się materiał i klej w miejscach gdzie być go nie powinno. Ha! Myślałam że po zaschnięciu będzie przezroczysty ale...:
Jak widać nie jest przezroczysty, tylko zostaje biały.
A tu jeszcze Cooper se siedzi hłeh, czyż on nie jest cudny?

No dobra, teraz mebelek, którym zawsze się najbardziej jarałam.

Żółty fotel, który w sumie zawdzięcza swój wygląd, pierwotnej brzydocie. Sam w sobie wydawał mi się nudny (bo taki był) więc trochę go podrasowałam. Dodałam też taki fajny pasek z przodu, nie wiem czy wiecie o co mi chodzi. Teraz się trochę postrzępił, ale wcześniej był znośny, I think. Nazywam go tronem Emeraldy, bo kiedyś jak jeszcze istniała seria "Z życia Petshopów" to siedziała na nim, niemal we wszystkich odcinkach. 
Emeralda na tronie 



Proszę, teraz projekt który wymyśliłam całkiem sama. Jakoś przyszedł mi ten pomysł do głowy spontanicznie, posklejałam tu i tam i BUM. W sumie gdyby go trochę ulepszyć (NOWY DIZAJN MEH) mogłabym nawet zrobić jakąś serię na swoim kanale. 


O, a tu fotel który mi nie wyszedł. Już gdy go robiłam byłam z niego nieusatysfakcjonowana, więc to o czymś świadczy. Postrzępiony, nierówny, przechylony... szkoda gadać. Nawet Ginny jest załamana.

Siedzisko. W zasadzie, gdyby wziąć pod uwagę, że jest robione w artystycznym nieładzie, to może i by przeszło. Na zdjęciu kochany Rocky.

UUUUU, a teraz coś spektakularnego:

Moje słynne poduszki, które wsadzałam wszystkim w listy, żeby robiły za BONUS. Wydawało mi się, że odkryłam jakiś niesamowity sposób robienia poduszek...

A WY? Robiliście albo robicie własne mebelki dla LPS? Jeśli tak, to jakie? Zapraszam do pochwalenia się w komentarzach. Obudźmy lps'ową blogosferę, bo jest trochę ospała, nie sądzicie?

Obiecuję napisać za niedługo.
Św. Mikołaj XDD

Nie no, Margha jestem (wszyscy to wiedzą).


wtorek, 31 sierpnia 2021

Gry

 Witam najserdeczniej jak tylko mogę, w ten słoneczny wakacyjny dzień.




Gracie czasem ze swoimi lps w gry?



Czasem gdy zdaje mi się, że leżą na półce za długo, gram z siostrą w chińczyka, używając ich jako pionki. Taka inspiracja. Chciałabym napisać że z okazji dnia gier czy coś ale nawet nie wiem kiedy on wypada, więc napiszę że bez okazji. Ale ze mnie nie ogar. 

Spróbujcie, tak czy siak.




Uważajcie tylko, żeby się w trakcie nie posprzeczały, bo moje były tego bliskie. Chloe, która od razu chciała wejść na planszę i Emeralda która ciągle ją zbijała. Groźnie było, mówię wam. 

Spróbujcie tak czy siak.


piątek, 4 czerwca 2021

Czekoladowa-urodzinowa pizza

 Szczęść Boże i szynka!

Wiecie co? Nie wierzę.

Znowu się zestarzałam, o kolejne 365 dni.  Ach... dziwnie się z tym czuję! I tak większość osób z klas równoległych ma po 14, bo poszłam do szkoły rok wcześniej. Nie polecam, zdecydowanie. Chociaż, gdyby popatrzeć na to obiektywnie to może i nawet dobrze, bo ludzie w mym wieku zazwyczaj wolą się starzeć. Nigdy tego nie rozumiałam, nie rozumiem i nie zrozumię. Po co się starzeć? Z chęcią zawsze mogłabym być 10-latką, żyjącą beztroskim życiem, bez żadnych załamań, rozmyślań, problemów, anegdot, dorosłości, klasy siódmej, dawania przykładu młodszym, bycia poważnym, nie wygłupiania się, z telefonem w ręku... I taką staram się być, lecz chyba jak wszyscy wiemy, najbliższe środowisko raczej temu nie służy, wiecie coś na ten temat?

Wiek lat trzynastu, utwierdził mnie w przekonaniu że żyję na świecie już 4754 dni. Słysząc ową liczbę, możnaby pomyśleć że to idiotycznie mało, dlatego będę mówić że mam 4754 days, a nie 13 lat. Ha ha! Aż mi się przypomniało, jak na matmie uczyliśmy się o statystyce i analizowaliśmy "naciągnięte" wykresy z podręcznika. Na serio, naciąganie i rysowanie wykresów w sposób aby przekonać ludzi do swej racji to ciekawa i myślę, że przydatna umiejętność więc poczytajcie sobie o tym. Np. Chcąc przekonać kogoś iż w latach 2015 - 2020 wzrosła produkcja lps na sztuki, a powiedzmy że w latach 2016, 2018 i 2019 była bardzo mała w porównaniu do lat 2015 i 2020 to zamiast zaznaczać punkcik przy każdym roku, wystarczy przeciągnąć kreskę od razu: z 15-stego do 20-stego i git! Wyjdzie piękny wykres. Oszukaństwo ale może się kiedyś przydać.

Dobra, ale statystyka to akurat ten dział matmy za którym nie przepadam, więc nie rozwlekajmy się nad tym, ok? Po za tym to blog poświęcony czemuś innemu...

Od kliku ładnych lat, w dzień urodzin nie odwiedza mnie nikt, oprócz najbliższej rodziny. I tak też było tego roku. Przyszły tylko dwie babcie, i to dobrze, bo wcześniej o tym nie wspominałam, ale nie cierpię gości. To nie tak, że nie lubię swoich babć czy coś ale no... najchętniej przemalowałyby wszystkie ściany w domu, już wiecie o co mi come on? 
Tak, czy siak, jedna z nich podarowała mi w prezencie grę, o nazwie "Łąka". Tu wam wkleję jej focię: 

Zapewne, Wydaje wam się, że to jakaś planszuweczqa dla przedszkolaków. Spoko, moja reakcja myślowa była podobna, ale gdy zaczęłam czytać instrukcję, to wydaje się całkiem ciekawa i niebanalna. No, i już wolę grać w taką grę niż gapić się w telefon. A wy, lubicie planszówki? Ja nie.

Jako dodatek dostałam jeszcze... czekoladową pizzę! 

Petshopki, przesiedziały ten dzień, moich urodzin oczywiście, na półce. Nie miałam dla nich czasu, z resztą ogólnie, wstyd się przyznać ale ostatnio jakoś brak mi dla nich time'u. Kurcze, no co ja poradzę. Ale, ale! Przemyciłam chocolate pizza po schodach do mego pokoju i! i! i!

Zrobiłam ucztę!

Dla Lpsk'ów oczywiście.

W naszym mieście nie ma amfiteatru, ani podobnego miejsca, gdzie moglibyśmy się zebrać, więc zdecydowałam, że zrobimy kółko wzajemnej adoracji na podłodze, po prostu. Przyszli prawie wszyscy, bo niektórzy się wydęli i stwierdzili, że się odchudzają, tak jak np. Judytka. Inni, że są zbyt ważni, np. Max. Trudno, ich strata.

No... kółko, takie trochę krzywe, ale ja się nie będę z nimi kłócić jak oni mi wmawiają, że uformowali piękną piłkę. A! Wiem, miałam ostrzec, że zdjęcia nie powalają jakością ani oświetleniem, ale przecież nie zawsze muszą to robić, czyż nie? No. Więc w ten oto sposób zasiedliśmy wszyscy do czekoladowej wieczerzy.


O proszę! Tu macie czekoladową pizzę w całej okazałości. Czyż nie zapowiada się obiecująco? Dobra, zacznijmy od każdego kawałka po kolei.




Na pierwszy rzut poszła mleczna czekolada z czymś w rodzaju takich jakby "chrupek". Była naprawdę niezła. Była, bo już jej nie ma. Petki wszystko zerzarły, dały mi tylko mini-kawalątek. Masakra z nimi!

Następna była "biała czekolada z malinami i borówkami" jak głosiła legenda. Hm... jest naprawdę niezła, lubię białą czekoladę, nie wiem jak wy. W prawdzie te owoce czuć dosyć słabo, ale to chyba dlatego że są suszone. Petkom nie smakowała, więc jeszcze trochę zostało.

"Czekolada z porzeczkami". Wszak, wydaje się atrakcyjna. I może taka jest, ale niekoniecznie dla mnie. Zacznijmy od tego, że to gorzka czekolada, za którą szczególnie, no, nie przepadam. Porzeczki, są oczywiście suszone, więc nie czuć ich jakoś znowu. Szczerze, to najwięcej czuć tu liśćmi. Nie dawałam LPS'om bo by ich bolały brzuszki.

"Czekolada z płatkami róży" . Gorzka z jakimiś tam właśnie badziewnikami. W sumie nawet możliwe że to płatki róży, ale prawie ich nie czuć. Petki stwierdziły że zbyt gorzka. ( Co, one nigdy gorzkiej czekolady nie jadły, do kroćset?!! )
Jest jeszcze "Biała czekolada z cytryną i zieloną herbatą". Tak, to ta zielona jak się można domyślić. Dosyć specyficzna ale ciekawa w smaku. Niby, słodka, słodka... ale w pewnych momentach kwaśna i to dodaje jej uroku. HA! Nie dałam zwierzakom bo nie zasłużyły i bardzo im tak dobrze. 
No i ostatnia "Czekolada z chili, papryką i oliwkami". For me brzmi to najlepiej ze wszystkich. W sensie, no, ma najlepszy tytuł. Jest to czekolada gorzka, posypana żółtymi dzindzibołami, robiącymi za suszoną paprykę. Hm... Chili na niej nie widać. Oliwek nie czuć. Można tylko dostrzec jeszcze jakieś zielsko i nie wiem co ono ma grać, no ale ok, sama w sobie jest całkiem nie zła, mimo iż w zasadzie można ją potraktować jak zwykłą, ciemną, czekoladę bez niczego. 

Od całej tej degustacji rozbolało mnie sadło, ale Petshopy chyba nie odczuwały tego co ja bo z pudełka zrobiły sobie jakiś Photoshop i patrzcie, jakie przedstawienie urządziły:
Ślimaczek mój kochany





Obydwoje
Patrzcie ich! Powsadzały łepetyny w otworki i każą sobie sesje zdjęciową robić. Hahah. Niczym na premierze jakiegoś filmu, co sobie zdjęcia robią na bloku reklamowym czy jakkolwiek to inaczej się zwie.
A tu cudowna, wspaniało-świetna Virgina, w skrócie Giny

Jak widać były to głównie małe brzdące. One to mają pomysły.

Tak oto spędziłam dzień swych urodzin ze zwierzakami. Ach... pamiętam jak to wyglądało kilka lat temu. O wiele bardziej beztrosko niż teraz. Tęsknie do tamtych czasów. Któż to wie? Może ktoś kiedyś wynajdzie wehikuł czasu i będziemy mogli cofnąć się w przeszłość.
Ale czy my tego chcemy? Chyba będę musiała zaakceptować to co jest, i postarać się abym za kilka lat z sentymentem wspominała moje 4754+ dni. 

Żegnam ozięble.
Marghaa i inni bo mi tu mówią, żebym napisała że oni też to piszą.


Czytaj dalej:

Moje petshopy z generacji 7

  Hej! Co u was? Dawno mnie nie było i właściwie mam wrażenie, że lps-owa blogosfera umarła tak trochę na dobre. Ja też ostatni raz pisałam ...

Ostatnio popularne: